wtorek, 7 stycznia 2014

Księżniczka w wieży


- Dawno, dawno temu, za górami za lasami...
Czyż nie cudowny początek? Tak powinny zaczynać się wszystkie opowieści.
 Dlaczego?
Ponieważ nikt normalny nie chciałby przeżywać strasznych wydarzeń jak: zbiorowa śpiączka, długoletnie nękanie przez złą macochę, otrucie jabłkiem, pobyt w brzuchu wilka, które zdążyły się "Pewnego, razu" w domyśle ostatnio, może nawet przedwczoraj zwłaszcza, jeśli dotyczą opowiadającego. Poza tym większość tych naprawdę dobrych historii wydarzyło się w zamierzchłych czasach, co również nakłania bajarza do umieszczenia swojej opowieści w dawnych wiekach.
Niestety w mojej historii mamy do czynienia z całkiem świeżymi wydarzeniami. Dlatego w tym przypadku o wiele lepiej pasuje te nieszczęsne " Pewnego razu". Przechodząc do rzeczy.
                Pewnego razu, całkiem niedawno, do wczorajszego poranka żył król. Nie taki zwykły król. Zastanów się. Gdy myślisz o królach szlachcie… Co widzisz? Tron, koronę, zamek, miecz,  przystojnych  okutych w stalową zbroję rycerzy. Ładnie to musiało kiedyś wyglądać w złotym wieku, kiedy mężczyźni mieli zasady a damy cnotę.
Niestety teraz wszystko zrobiło się dużo bardziej skromniejsze. Zamiast rycerzy mamy ochroniarzy, zamiast miecza - pistolety, zamiast korony pierścień.
Dzisiejsi królowie nie mają nawet prawdziwej władzy, ograniczają ich szlacheckie rody i Rada. To smutne, ale takie jest życie. W dzisiejszych czasach królowie muszą zadowolić się zarządzaniem.
 Mój Ojciec - król miał dodatkowo utrudnione zadanie, ponieważ nie zarządzał tylko państwem, lecz ogromną międzynarodową federacją, której pełna nazwa brzmi „Zachodnia Federacja Magii”. Zgodnie z nazwą obywatelami tej organizacji były stworzenia magiczne.  Zmiennokształtni, wilkołaki, wampiry, nosferatu, wiedźmy, szamani i inne dziwolongi.
Chociaż zwykli, porządni, szarzy ludzie określi by ich inaczej - potwory. No, bo powiedz mi Bessy jak inaczej nazwać stworzenie niekontrolujące swojego zachowania a przez to krzywdzące innych w wymyślnymi i okrutnymi metodami. Czy można je inaczej nazwać?
W końcu przez nich na przestrzeni wieków dochodziło do różnych nieszczęść, tragedii, zniszczeń... Ludzie umierali. Niekiedy w straszliwy sposób. Na przykład takie wampiry, w niektórych książkach błędnie nazywane nieśmiertelnymi.  Lady wyjaśniła mi ze bzdura, żaden z tych potworów nie mógłby przeżyć 24 godzin bez 6 litrów krwi. Jest ilość znajdująca się w ciele przeciętnego człowieka, a pozbawienie go jej skazuje go na powolną śmierć. Jednak najgorsze jest to, co potem robili potem.
Gdy w ofierze nie pozostawało już ani kropli życia, pozostawało jedynie mięso.
Źle jest marnować jedzenie, które Bóg w swojej łaskawości nam podarował. Co mówisz Bessie? Skąd to wiem? Od Lady Alice. Mojej ulubionej zdewociałej wychowawczyni, która pomiędzy litanią a odmawianiem różańca próbuje mnie uświadamiać odnośnie beznadziejności świata realnego.
Jednak nieważne. Moja droga, odbiegłyśmy od tematu.
Takim incydentom trzeba zapobiegać, dlatego powołano do życia instytucje monitorujące zachowanie bestii.
Pojawili łowcy i Zakon Iluminatich. Funkcji tych pierwszych nie trzeba wyjaśniać, mają dosyć prosty profil działalności. Zajmują się likwidacją problemów, czyli dokonują egzekucji najbardziej problemowych potworów.
Co innego zakon… Oni pełnią bardziej skomplikowaną rolę. Tak, moja malutka. Iluminati po grecku oświeceni są bardzo ważni. Nie bez powodu dzierżą najpotężniejszą broń dostępną w świecie ludzi - wiedzę. Wiedzę magiczną. Artefakty, księgi, traktaty, tajne znaki, języki nieznane od tysiącleci, niedostępne zwykłym śmiertelnikom.
Daje im to ogromny wpływ na decyzje króla, który często zasięgał ich rady w sprawach ważnych dla federacji. Lubił ich, jak miał dobru humor to nazywał swoją tęczowa gwardią. Osobiście uważam, że to przesada. Co prawda ich habity mają różne kolory, w zależności od pełnionej funkcji, ale obejmują jedynie zieleń, granat, szarość i biel. Trochę im brakuje do wielobarwnej tęczy.
Jednak prawdziwa władza znajduje się w innych rękach. Tych, którzy podpisali kontrakt z istotami wyższymi. One są kluczem do korzystania magii. Jak to mawia Lady Alice, kontrakty są boskim błogosławieństwem, innym dla każdego człowieka, dzięki któremu można być bliżej Boga.
Jakie to będzie błogosławieństwo? Jaki rodzaj magii?  Zależy od potęgi istoty, z którą podpisano kontrakt i od natury człowieka decydującego się na coś takiego. Tych którzy otrzymali taki rodzaj łaski  nazywamy Magami.
Tata, znaczy się król był takim Magiem. Bardzo potężnym Magiem, który podpisał pakt z demoniczną istotą o imieniu Bael.
Dzięki temu, dokonał wielu bohaterskich czynów. Najlepszym i najsłynniejszym z nich wszystkich było zabicie Króla Smoka - Kaina Zahhaka.
Pokonał smoka a teraz go nie ma. To bez sensu - pomyślała Selena Lindell, wpatrując się w zielone szklane oczy swojej ulubionej lalki Bessy do której był skierowany jej przydługi monolog.
To jest bez sensu. Śmierć taty.
Obróciła się w stronę ogromnego lustra zajmującego całą lewą stronę pokoju.
Pokoju, w którym było stanowczo za dużo rzeczy. Misie, kucyki, jednorożce, lalki. Wszystko to prezenty od ojca.

Spojrzała jeszcze raz na Bessy a potem na swoje odbicie w lustrze. Jestem do niej podobna - pomyślała. Mamy podobną rolę do odegrania. Siedzieć i ładnie wyglądać. Jedyna różnica polegała na tym, że Selena miała na sobie długą czarną jedwabną suknię. Cała reszta zgadzała się perfekcyjnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz