- Dawno, dawno temu, za górami za lasami...
Czyż nie cudowny początek? Tak powinny zaczynać się
wszystkie opowieści.
Dlaczego?
Ponieważ nikt normalny nie chciałby przeżywać strasznych
wydarzeń jak: zbiorowa śpiączka, długoletnie nękanie przez złą macochę, otrucie
jabłkiem, pobyt w brzuchu wilka, które zdążyły się "Pewnego, razu" w
domyśle ostatnio, może nawet przedwczoraj zwłaszcza, jeśli dotyczą
opowiadającego. Poza tym większość tych naprawdę dobrych historii wydarzyło się
w zamierzchłych czasach, co również nakłania bajarza do umieszczenia swojej
opowieści w dawnych wiekach.
Niestety w mojej historii mamy do czynienia z całkiem
świeżymi wydarzeniami. Dlatego w tym przypadku o wiele lepiej pasuje te
nieszczęsne " Pewnego razu". Przechodząc do rzeczy.
Pewnego
razu, całkiem niedawno, do wczorajszego poranka żył król. Nie taki zwykły król.
Zastanów się. Gdy myślisz o królach szlachcie… Co widzisz? Tron, koronę, zamek,
miecz, przystojnych okutych w stalową zbroję rycerzy. Ładnie to
musiało kiedyś wyglądać w złotym wieku, kiedy mężczyźni mieli zasady a damy
cnotę.
Niestety teraz wszystko zrobiło się dużo bardziej
skromniejsze. Zamiast rycerzy mamy ochroniarzy, zamiast miecza - pistolety,
zamiast korony pierścień.
Dzisiejsi królowie nie mają nawet prawdziwej władzy,
ograniczają ich szlacheckie rody i Rada. To smutne, ale takie jest życie. W
dzisiejszych czasach królowie muszą zadowolić się zarządzaniem.
Mój Ojciec - król
miał dodatkowo utrudnione zadanie, ponieważ nie zarządzał tylko państwem, lecz
ogromną międzynarodową federacją, której pełna nazwa brzmi „Zachodnia Federacja
Magii”. Zgodnie z nazwą obywatelami tej organizacji były stworzenia
magiczne. Zmiennokształtni, wilkołaki,
wampiry, nosferatu, wiedźmy, szamani i inne dziwolongi.
Chociaż zwykli, porządni, szarzy ludzie określi by ich
inaczej - potwory. No, bo powiedz mi Bessy jak inaczej nazwać stworzenie
niekontrolujące swojego zachowania a przez to krzywdzące innych w wymyślnymi i
okrutnymi metodami. Czy można je inaczej nazwać?
W końcu przez nich na przestrzeni wieków dochodziło do
różnych nieszczęść, tragedii, zniszczeń... Ludzie umierali. Niekiedy w
straszliwy sposób. Na przykład takie wampiry, w niektórych książkach błędnie
nazywane nieśmiertelnymi. Lady wyjaśniła
mi ze bzdura, żaden z tych potworów nie mógłby przeżyć 24 godzin bez 6 litrów
krwi. Jest ilość znajdująca się w ciele przeciętnego człowieka, a pozbawienie
go jej skazuje go na powolną śmierć. Jednak najgorsze jest to, co potem robili
potem.
Gdy w ofierze nie pozostawało już ani kropli życia,
pozostawało jedynie mięso.
Źle jest marnować jedzenie, które Bóg w swojej łaskawości
nam podarował. Co mówisz Bessie? Skąd to wiem? Od Lady Alice. Mojej ulubionej
zdewociałej wychowawczyni, która pomiędzy litanią a odmawianiem różańca próbuje
mnie uświadamiać odnośnie beznadziejności świata realnego.
Jednak nieważne. Moja droga, odbiegłyśmy od tematu.
Takim incydentom trzeba zapobiegać, dlatego powołano do
życia instytucje monitorujące zachowanie bestii.
Pojawili łowcy i Zakon Iluminatich. Funkcji tych pierwszych
nie trzeba wyjaśniać, mają dosyć prosty profil działalności. Zajmują się
likwidacją problemów, czyli dokonują egzekucji najbardziej problemowych
potworów.
Co innego zakon… Oni pełnią bardziej skomplikowaną rolę.
Tak, moja malutka. Iluminati po grecku oświeceni są bardzo ważni. Nie bez
powodu dzierżą najpotężniejszą broń dostępną w świecie ludzi - wiedzę. Wiedzę
magiczną. Artefakty, księgi, traktaty, tajne znaki, języki nieznane od
tysiącleci, niedostępne zwykłym śmiertelnikom.
Daje im to ogromny wpływ na decyzje króla, który często
zasięgał ich rady w sprawach ważnych dla federacji. Lubił ich, jak miał dobru
humor to nazywał swoją tęczowa gwardią. Osobiście uważam, że to przesada. Co
prawda ich habity mają różne kolory, w zależności od pełnionej funkcji, ale
obejmują jedynie zieleń, granat, szarość i biel. Trochę im brakuje do
wielobarwnej tęczy.
Jednak prawdziwa władza znajduje się w innych rękach. Tych,
którzy podpisali kontrakt z istotami wyższymi. One są kluczem do korzystania
magii. Jak to mawia Lady Alice, kontrakty są boskim błogosławieństwem, innym
dla każdego człowieka, dzięki któremu można być bliżej Boga.
Jakie to będzie błogosławieństwo? Jaki rodzaj magii? Zależy od potęgi istoty, z którą podpisano
kontrakt i od natury człowieka decydującego się na coś takiego. Tych którzy
otrzymali taki rodzaj łaski nazywamy
Magami.
Tata, znaczy się król był takim Magiem. Bardzo potężnym
Magiem, który podpisał pakt z demoniczną istotą o imieniu Bael.
Dzięki temu, dokonał wielu bohaterskich czynów. Najlepszym i
najsłynniejszym z nich wszystkich było zabicie Króla Smoka - Kaina Zahhaka.
Pokonał smoka a teraz go nie ma. To bez sensu - pomyślała
Selena Lindell, wpatrując się w zielone szklane oczy swojej ulubionej lalki
Bessy do której był skierowany jej przydługi monolog.
To jest bez sensu. Śmierć taty.
Obróciła się w stronę ogromnego lustra zajmującego całą lewą
stronę pokoju.
Pokoju, w którym było stanowczo za dużo rzeczy. Misie,
kucyki, jednorożce, lalki. Wszystko to prezenty od ojca.
Spojrzała jeszcze raz na Bessy a potem na swoje odbicie w
lustrze. Jestem do niej podobna - pomyślała. Mamy podobną rolę do odegrania.
Siedzieć i ładnie wyglądać. Jedyna różnica polegała na tym, że Selena miała na
sobie długą czarną jedwabną suknię. Cała reszta zgadzała się perfekcyjnie.